Showing posts with label pączki. Show all posts
Showing posts with label pączki. Show all posts

01/02/2016

PĄCZKI NADZIEWANE RICOTTĄ / DONUTS POLACOS RELLENOS DE RICOTTA




























Smażenie na głębokim tłuszczu nie zdarza mi się częściej niż 2-3 razy w roku. I właśnie nadeszła taka okazja. Jako, że niedzielny obiad przygotowałam w sobotni wieczór, wczorajsze leniwe przedpołudnie mogłam poświecić na pączkowy eksperyment. Po raz pierwszy robiłam domowe pączki i myślę, że nie ostatni. Prawdopodobnie powtórka będzie dopiero za rok, znowu mniej więcej w okolicy Tłustego Czwartku. Chyba, że wcześniej najdzie mnie ochota na wypróbowanie jakiegoś nowego nadzienia. Następnym razem praca na pewno pójdzie sprawniej, ponieważ tym razem działałam na zasadzie prób i błędów. Na przykład, chciałam się przekonać, czy nadziewać pączusie przed czy po smażeniu. Część nadzienia zawinęłam w surowe ciasto. Uformowane kuleczki odłożyłam do wyrośnięcia, a następnie wrzuciłam na gorący tłuszcz. Drugą partię (większą część) wypełniłam nadzieniem dopiero po usmażeniu, przy pomocy szprycy. U mnie druga metoda sprawdziła się lepiej, dlatego tę podaję Wam w przepisie.
Co prawda najpopularniejszą wersją tłustoczwartkową (i w ogóle) są pączki nadziewane marmoladą, ale postanowiłam zaszaleć. Do przygotowania nadzienia z ricotty natchnęły mnie sycylijskie cannoli, których smak próbuję sobie przypomnieć, gdy zamykam oczy.
Moje pączki nie są tak słodkie jak większość kupnych, a ponadto użyłam nierafinowanego cukru trzcinowego, więc możemy sobie pozwolić na zjedzenie kilku bez wyrzutów sumienia. Dzięki dodaniu do ciasta kieliszeczka wysokoprocentowego alkoholu nie nasiąkają olejem jak gąbka. Proporcje na ciasto podała mi znajoma, choć nie byłabym sobą gdybym ich nie zmodyfikowała. Za to w procesie przygotowywania masy pomogła mi książka Cukiernia Lidla – przepisy mistrza Pawła Małeckiego.

************************************************************************************************
No suelo freír más de 2 o 3 veces al año. Justo ayer fue una de estas ocaciones. En Polonia, el último jueves antes de la cuaresma, es decir el jueves que comienza el Carnaval, se celebra el Jueves Lardero que consiste basicamente en comer donuts. Las pastelerías venden cientos o miles de unidades, pero también hay quien se propone prepararlos por su cuenta. La fiesta de los donuts toca ya esta semana, por lo cual es un momento perfecto para aceptar el desafío. Ya que el almuerzo del domingo lo había preparado el sábado por la tarde, ayer pude pasar la mañana experimentando con los donuts. Ha sido la primera vez y seguramente no la última. Es muy probable que habrá que esperar un año para que vuelva a prepararlos, a no ser que antes tenga ganas de probar un nuevo relleno. Seguramente, la próxima vez el trabajo irá mucho más rápido, porque lo he hecho con el método de ensayo y error. Por ejemplo, quería comprobar si es mejor rellanar los donuts antes o después de freír. Una parte del relleno lo envolví con los círculos de pasta y formé unas bolitas ligeramente aplastadas. Las dejé en reposo y freí. Otra parte de los donuts (la mayoría) los rellené, con ayuda de una jeringa de cocina, cuando ya estaban fritos. El segundo método fue mejor, por lo cual os lo describo en la receta.
Aunque la versión más común son los donuts rellenos de mermelada, yo quería arriesgarme. Para rellenarlos con ricotta me inspiraron los cannoli de Sicilia, cuyo sabor intento recordar cuando cierro los ojos.

Mis donuts no están tan dulces como los compardos. Además, utilicé el azúcar de caña no refinado, por lo cual nos podemos permitir comer unos cuantos, sin remordimientos. Gracias a un chupido de vodka que se pone a la masa, los donuts no chupan el aceite como una esponja. Las proporciones de la pasta me las ha dado una amiga, pero si no los hubiera modificado no sería mi misma. Por otro lado, un libro de recetas llamado (en traducción) La pastelería de Lidl- recetas del chef Paweł Małecki, me ha servido para consultar los siguientes pasos de la preparación.